DRAGON AGE: INQUISITION – pierwsze wrażenia

Nie ma co ukrywać, na recenzję się nie porwę, bo jestem zbyt płytko w grze, by wypowiadać się o niej jako o całości. Mogę jednak odpowiedzieć na parę nurtujących potencjalnych graczy pytań. Czy to dobry RPG? Czy to Mass Effect w świecie Fantasy? Bliżej mu do Hack’n’slash czy może klasycznego, papierowego RPG?

STORYLINE

Coś porządnie jebło – na konklawe, gdzie Divine Justinia chciała pogodzić magów i zakon, których konflikt rozkwitał przez poprzednie części DA. Jebło tak mocno, że rozerwało rzeczywistość i otworzyła się szczelina do umbry… eee, znaczy, do Pustki. Zaczęły wyłazić deadryczne książęta i inne demony i w całym tym zamieszaniu jesteś ty, główny protagonista, który wpadł do tej szczeliny i wyszedł z niej cało. Z dziwnym znamieniem, które ma moc zamykania rozdarć. Jako, że znaleziono cię nieprzytomnego w środku zamieszania, zostałeś uratowany i pojmany. Po długich wyjaśnieniach w stylu „nic nie wiem, jestem niewinny”, w końcu zaczyna się właściwa gra. Trzeba zamknąć wyrwę i tylko ty możesz to zrobić. Cassandra powołuje Inkwizycję i chcąc nie chcąc, powoli krystalizujesz się jako jej lider. Jak się okazuje, zamknięcie szczeliny nad kraterem będącym kiedyś miejscem Konklawe to jedynie początek drogi. Ledwie świętujesz koniec gry, gdy zjawia się główny Antagonista Kaloryfer (czy jakoś tak) i obija ci mordę, przy okazji (jak nakazują zasady bycia głównym złym) wyjaśniając kilka spraw fabularnych – czym jest znamię i jakie są jego plany (będzie spojler, jak powiem, że chce zostać bogiem?)

Jak na razie słabo.

Wiem jednak, że ciężko docenić fabułę, jeżeli nie grałeś w poprzednie części DA z wypiekami na twarzy. Ciężko ją docenić tym bardziej, że jestem na etapie zadomowiania się w Skyhold, a więc niemal na samym początku, gdzie jeszcze nic nie jest jasne i pewne. Poza tym – fabuła ma być epicka, przecież to fantasy, więc ciężko wymyślić tu coś nowego.

IMMERSJA

Jak dla mnie – jest słaba i to na wielu poziomach. Może to kwestia ogranych jak dla mnie tematów? Szczeliny i ich zamykanie ograłem w Oblivionie, towarzysze gracza są mało interesujący i gdzieś wyczuwałem silenie się na oryginalność każdej z postaci. Pamiętam, jak w Mass Effect pewne postacie polubiłem na tyle, że zawsze chciałem mieć ich przy sobie. Z czasem wybór był ciężki i żałowałem, że nie można wziąć więcej członków drużyny. Każda opcja romansu wydawała się ciekawa i choć zostałem przy Liarze (dla niej nawet DLC zasysałem, bo tylko tak mogłem z nią romansować bodaj w drugiej części) to czasem kusiło, by spróbować innej drogi.

W Dragon Age: Inquisition nawet ich lekkie przerysowanie mnie drażniło. Zastosowano trick polegający na dobraniu skrajności w pary. Sera, choć jest elfem, zaskakuje charakterem nadpobudliwego dzieciaka. Iron Bull, jak na niezłego koksa, jest taki… miły, uprzejmy, szczery – ogólnie jego zachowanie kontrastuje z wyglądem i klasą postaci. Mistrzyni zaklinania (NPC w zamku) to krasnolud, co miało ewidentnie na celu nas zdziwić. Cassandra i Solas są natomiast stereotypowi i na tym… zyskują. Poszukiwaczka jest agresywna w charakterze, bardzo bezpośrednia i nie chce okazać żadnych słabości. Solas jest dumnym elfem, co wyraża w słowach, ogładzie i poglądach na świat. Jest jeszcze kilka postaci, ale wciąż – nie robią na mnie wrażenia (poza Cole’em). Pierwszy raz zrezygnuję z budowania jakichkolwiek romansów w grze, choć tylko dlatego, że jedyna osoba, która wpadła mi w oko to Leliana, ale nie ma przewidzianego wątku romansowego, więc pozostanę w grze kawalerem. Albo gejem i polecę na Żelaznego Byka – tylko by zobaczyć dość zabawną scenę.

By oddać honor, z czasem sytuacja się poprawia. Solas nabiera rumieńców i zaczynam go darzyć sympatią, pojawia się też Cole, który jak na razie jest jedyną ciekawą postacią, ale nie na tyle, by mieć go jako członka drużyny – chodzi mi raczej o konstrukcję i wszystkie wydarzenia z nim związane.

A CO Z GŁÓWNYM PROTAGONISTĄ?

No jest i tyle. To też dość bolesne, bo nie czuję się z nim na razie związany. Jest tragicznie byle jaki, nie ma charyzmy, nie uwiódł mnie niczym – ani historią, ani czynami, ani dialogami, niczym. Jest zwyczajny. Znaczące momenty z nim w roli głównej nie ruszają mnie w żaden sposób, choć gra stara się bardzo, bym uronił nad nim łezkę albo choć szepnął „nie, proszę nie” gdy biedak marznie idąc przez góry. No ni grosik, nie mogę. Nawet mnie to drażni. A gdy przyszedł czas na zagranie „nie ma nadziei, więc zaśpiewajmy razem piosnkę” zrobiłem minę ala mój bohater…Dragon Age Inqusition

Zaczynam się zastanawiać, czy to nie z dwóch powodów. Po pierwsze – tęsknię za serią ME i liczyłem, że Bioware stworzył grę, przy której wrócą wspomnienia z kosmicznej sagi. Po drugie – nie grałem w całą serię DA. Tylko w pierwszą część, i to nie całą. Może dlatego nie potrafię docenić świata? Może dlatego nie mogę się zagłębić? Gdyby strzelali laserami a fabuła miała coś wspólnego ze Żniwiarzami?

COŚ W TYM JEST, BO…

Gra mnie mimo wszystko wciągnęła. Krzywię się na powyższe aspekty, ale jednak spędzam przy niej długie godziny. Nie dlatego, że jest ładna (a jest), nie dlatego, że lubię RPGowe mordobicie i levelowanie. Nawet nie dlatego, że „chcę dać jej szansę”. Ta gra mnie ma, całego, i grać będę – z kilku powodów.

ŚWIAT

Konstrukcja świata jest idealna. To nie sandbox, których mam naprawdę dość. To pojedyncze, jednak naprawdę duże lokacje rozmieszczone na mapie – samo zaziemie zajęło mi kilka godzin, z czego i tak jeszcze nie wszystko tam odkryłem. Na miejscu jest pełno drobnych questów (do których mam jednak zastrzeżenia – o tym później), jest też wiele ukrytych miejsc i zdarzeń, których odnalezienie sprawia satysfakcję i, dzięki bogom, nie są bezcelowe. Są też miejsca i są wrogowie, których nie ruszysz z powodu zbyt małego poziomu. Od razu poczułem się jak w domu – wraz z postępem fabuły i wzrostem poziomów, mam powód do odwiedzin starych lokacji. Myślałem, że Zaziemie to jedna z niewielu lokacji do odwiedzin – spodziewałem się raczej, że Bioware stworzy rozległych 4-5 lokacji, gdzie będzie się toczyć cała akcja. Z dotychczasowego doświadczenia wysnuwam jednak wniosek, że to ledwie początek, bo lokacji do odwiedzin trochę się zrobiło, a ja wciąż mam wrażenie, że raczkuję.

System szybkiej podróży działa na mapie głównej oraz na mapach konkretnych lokacji dzięki ikonom obozów (które najpierw musimy znaleźć i je aktywować) oraz kompasów, które różnią się od obozów tym, że nie ma tam możliwości odpoczynku, wymiany towarzyszy czy uzupełnienia mikstur.

QUESTY

Tradycyjne questy są jak najbardziej obecne. Zagadasz z kimś, dostajesz wpis w dzienniku i jedziesz. Bardziej mnie cieszy, że jest też wiele mini-questów, które choć są w stylu „znajdź 10 czegoś”, to naprawdę chce się je wykonać. Byłem np. sceptyczny co do zbierania odłamków – myślałem, że to jakaś bzdurna rzecz do „acziwmenta”, ale gra mnie mile zaskoczyła i teraz biegam po lokacjach zbierając każdy cholerny kawałek. Są też Astralia, dzienniki, zapiski i przedmioty aktywujące mini-questy lub naprowadzające na nie. Mamy też zamówienia, prywatne prośby naszych towarzyszy i wiele innych aktywności sprowadzających się do eksploracji terenów. Wszystko przy tym wydaje się na miejscu, ładnie wplata się w fabułę – czyli wszystko ma sens. Całość jest na tyle sprawnie ułożona, że nie muszę zaglądać do dziennika – wystarczy mi spojrzeć na mapę i znaczniki, by wiedzieć to, czego potrzebuję.

NARADA WOJENNA

Ciekawym dodatkiem, wynikającym z fabuły i założeń Inqusition, są narady wojenne – Jako władca siadasz przy stole z doradcami i decydujesz się na różne kroki – wyznaczasz zadania swoim ludziom, które przynoszą różne efekty. Część zadań do zrealizowania wynika z fabuły i są dostępne na stole od razu. Są jednak takie, które generują twoje działania w świecie – np. jeżeli nie porozmawiasz Cole, nie będziesz mógł odnaleźć jego poprzednich towarzyszy. Zadania są różne – może to być uzyskanie wpływów, nowe lokacje do odwiedzin, zdobycie artefaktów lub zmiana rozstawienia sił. Narada wojenna służy też podejmowaniu się głównych questów fabularnych (są oznaczone wizualizacją szczeliny nad daną figurką). Większość zadań wymaga określonego czasu oraz przydzielenia do niego konkretnej osoby lub zasobów. Z tego co zauważyłem licznik bije nawet po wyłączeniu gry – czyli jak rozdzielisz zdania, wyłączysz grę i usiądziesz do niej następnego dnia, czekają już raporty do złożenia. Dla mnie bomba. Niektóre zadania wymagają wydania punktów władzy, które zdobywa się podczas wypraw na lokacje, wykonywania questów i realizowania drobnych zadań wspierających inkwizycję polegających na zbieractwie, zakładaniu obozów i zajmowania punktów orientacyjnych.

Dragon Age Inqusition
Dragon Age Inqusition

 

Przy stole też okazyjnie otrzymujesz punkty zwane profitami inkwizycji – za nie rozwijasz inkwizycję jako całość, co owocuje w większej ilości expa za wykonywanie zadań, zwiększeniu limitu mikstur, many/staminy czy koncentracji. Za te punkty możesz też wykupić profity umożliwiające dostanie się do miejsc, do których nie miałeś wcześniej wstępu czy zwiększenie ilości expa. To tylko niektóre z profitów, niemniej dają wymierne korzyści.

POSTAĆ

Musimy zapomnieć o klasycznym rozdawaniu punktów między statystyki. Rozwój postaci odbywa się jedynie przez drzewka umiejętności, gdzie przy okazji wykupienia skilla pasywnego czy aktywnego (level up to 1 skillpoint) otrzymujemy wzrost atrybutów wpływających na ataki i odporności. Klasy postaci są trzy – łotrzyk, mag i wojownik. Wydaje się, że to mało, ale stoi za tym całkiem rozsądny system (do którego i tak są zastrzeżenia). Otóż mamy na każdą klasę 4 drzewka rozwoju, których kombinacje pozwalają stworzyć w wypadku łotrzyka – łucznika i asasyna, w wypadku wojownika – tanka lub damage dealera a w wypadku maga – władcę jednego z 4 elementów – umysłu, ognia, błyskawic lub mrozu. Żeby tego było mało, dochodzą jeszcze specjalizacje, które dodają jeszcze jedno drzewko umiejętności zależnie od klasy. Razem jest tego dużo – sęk w tym, że nie da się stworzyć efektywnej postaci, bazując tylko na jednym drzewku. Zazwyczaj, wliczając specjalizację, potrzeba kombinacji 4 drzewek, by powstało coś rozsądnego. Nie mnie rozstrzygać, czy to dobrze, czy źle. Dla mnie gra to wyśmienicie.

Dragon Age Inqusition

Zastrzeżenia do tego systemu są takie, że pojedyncze drzewko jest… małe. Dla maga to dość bolesne, bo jego asortyment jest mały, przy czym głównie jest ofensywny. Nie ma nic do leczenia, w defensywie mamy barierę, wskrzeszanie i parę małych buffów. Więcej buffów mają wojownicy… Dla mnie to drobna niedogodność, bo nie przepadam za magami.

CRAFTING

Pierwszy raz crafting wydał mi się interesujący i potrzebny. Można crafcić mikstury, broń, zbroję oraz ich ulepszenia. O ile mikstury mnie nie zainteresowały (na razie) to od teraz polegam na crafceniu ekwipunku. Wymaga to zbierania składników, głównie minerałów i tekstyliów. Nim cokolwiek stworzymy, musimy mieć na to przepis, a te można znaleźć lub kupić. Jakimś cudem udało mi się stworzyć bronie, które służą mi od kilku poziomów i nie znalazłem ani nie wyprodukowałem godnego następcy.

GRAFIKA

Lokacje zaprojektowane są wzorowo – mgliste, poranne widoki na zalesionym Zaziemiu przykuwają oko – promienie słońca przebijają się przez korony drzew, podziemne ruiny niemal czuć stęchlizną, nic tylko trzaskać screenshoty (dla maniaków jest mod „uwalniający kamerę” – będą mieli używanie). Każda lokacja ma swój niepowtarzalny klimat. Sam design poziomów to majstersztyk. Grałem w Farcry’a 3 i choć ogólnie było tam ładnie i pięknie, to tutaj mam poczucie większej autentyczności. Lokacje są bardzo spójne, jednocześnie bardzo zróżnicowane i bogate w detale. Modele postaci też, ale wciąż czuć plastik. Mimika kuleje, a raczej jest nierówna. Raz mój bohater wygląda, jakby miał sraczkę, a czasem potrafi się porządnie uśmiechnąć. Mam wrażenie, że niektóre dialogi były lepiej animowane od innych.

CZYLI JAK NA RAZIE?

Czy to dobry RPG?

Bez wątpienia tak.

Czy to Mass Effect w świecie Fantasy?

Absolutnie nie i powiem od razu, że ta nadzieja skutecznie blokuje mi immersję. Wiem, to wina moja, nie gry.

Bliżej mu do Hack’n’slash czy może klasycznego, papierowego RPG?

DA:I to zdecydowanie RPG, choć rozwój postaci prawie jak w Diablo… Tyle, że w Diablo jeszcze rozwijałeś atrybuty, a tu masz tylko drzewka skilli…

Sellcast Opublikowane przez:

Samouk, który znalazł pasję w grafice komputerowej, którą praktykuje zawodowo w branży reklamowej. Po godzinach tworzy dla siebie - grafika, teksty, motion design. Uwielbia też patrzeć na świat zza szkła obiektywu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.