Mike Carey – Saga o Feliksie Castorze

Felix Castor trafił właśnie na listę moich ulubionych książkowych bohaterów. Jak wspomniałem we wcześniejszych wpisach – jestem miłośnikiem nieogolonych, zapijaczonych pysków szukających odpowiedzi na pytania „kto zabił?”, zarówno na srebrnym ekranie jak i we wszelakich nowelach. Fix jest świetnie wykorzystanym i doskonale rozwiniętym stereotypem prywatnego detektywa, ma cięte riposty i w obliczu zagrożenia pluje mu w twarz. Świat w jakim żyje nie jest jednak typowym, mrocznym padołem obłąkanych morderców. Przedstawia połączenie współczesnego Londynu z solidnym, nadnaturalnym klimatem, mamy więc duchy, demony a nawet loup-garou (w pewnym sensie wilkołaki) i zombie (jednak nie te powszechnie znane z serialu Walking Dead i temu podobnych). Od samego początku otacza nas klimat lekkiej grozy, jednak gra on w tle, jedynie tworząc ogólny nastrój opowiadania. Przez cały czas mamy solidną powieść detektywistyczną z wiarogodnymi, acz mocno filmowymi postaciami. Juliet, Pen, Nicky, Susan, Gary, J-J, Rafi… Rzadko zapamiętuję imiona postaci pobocznych, tu jednak są one tak świetnie przedstawione i obrysowane, że stają się niemal równe głównemu protagoniście.

castor

Na serię składają się kolejno „Mój własny diabeł”, gdzie Castor zajmuje się z pozoru prostą robotą po paru latach przerwy. Potem dostajemy „Błędny krąg”, gdzie Fix po małej zmianie zakresu działalności zajmuje się zaginięciem małej dziewczynki, następnie w „Przebierańcach” wplątuje się w sprawę zmarłego kolegi po fachu. Po jej zamknięciu, w „Krew nie woda”, zastanawia się, czemu ktoś wypisał krwią jego nazwisko i zaraz przechodzimy gwałtownie do tomu piątego zatytułowanego „Nazwanie bestii”, grande finale całej sagi.

Świetny pomysł, by zamiast prywatnego detektywa wstawić egzorcystę (w tym świecie zawód powszechny, tak jak powszechna jest wiedza o istnieniu duchów), zamiast rewolweru dać flet (lub cokolwiek innego, co pozwala danemu egzorcyście wykonać zadanie) a intrygę zbudować nie w oparciu o śmierć, tylko o to, co się po niej dzieje. Nie wiem jak, ale mimo możliwości uczynienia z tej historii jakiegoś chorego fantasy z kulami ognia i hordami demonów, wszystko trzyma się kupy i tworzy napięcie, pokazując jedynie skrawki jakiegokolwiek Lore. Przez 5 tomów w pewnym sensie niezależnych opowieści nie uzyskujemy wiążących odpowiedzi a finał finałów w piątym tomie jest tyleż wspaniały co… zupełnie nie epicki (jeżeli przez epickość rozumiesz otwieranie wrót piekieł i solówkę z Lucyferem). I to ma ogromną moc. Przez wszystkie tomy główną przeszkodę stanowią raczej ludzie i to z nimi Castor ma problemy (czasem nawet większe niż z duchem czy demonem).

Oglądaliście Constantine z Keanu Reeves? Obetnijcie mu finał, wytnijcie podróże do piekła, anioły i Lucyfera, i być może zbliży się to do tego, czym jest ta książka. Zresztą nie dziwota, że odwołuję się do tego filmu – Mike Carey jest autorem zarówno powieści o Felixie Castorze, jak i o Constantine. Obaj zasadniczo mają tę samą moc i wykonują ten sam zawód. Ogólnie film mi się podobał, ale książka pozamiatała. Wciągnęła mnie od pierwszych stron, gdy tylko parsknąłem na pierwszą barwną metaforę głównego bohatera i w ciągu kilku wieczorów zjadłem wszystkie pięć tomów. Nawet na chwilę poziom nie spadł, w żadnym momencie autor nie pozwolił mi na pomruk niezadowolenia. Czytałem z zapartym tchem i gdy piszę te słowa, w głowie mam ostatnie sceny z piątego tomu.

Mike Carey jest mistrzem metafor. Świetnie obrazuje świat używając barwnych i jasnych porównań, dialogi są boskie, płynie się przez nie czując zmęczenia. Pierwszoosobowa narracja jest moją ulubioną formą prowadzenia opowieści i tutaj nie zawodzi. Tempo jest idealnie wyważone zależnie od sytuacji. Jeżeli Fix się śpieszy, to my razem z nim. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn, nie ma też bezsensownego parcia na przód. Nikt nie próbuje nam niczego na siłę wyjaśniać, nie wpycha się nam do gardła Lore i dziwnych, pokrętnych tłumaczeń „jak to działa”. Przez 5 tomów dostajemy minimum informacji i, niech mnie, świetnie się z tym czuję.

Czy mógłbym dostrzec wady? Cóż… Może jedyną jest fakt, że każdy tom tworzy niejako odrębną całość. Widać to szczególnie po konstrukcji opisów. W każdym tomie otrzymujemy przedstawienie stanu świata, czym są egzorcyści i przy pierwszej okazji kim są zombie, demony, duchy i loup-garou (mnie to męczy o tyle, że wszystko już wiem z pierwszego tomu a tu w piątym Castor wciąż się powtarza). Tylko czwarty i piąty tom są raczej nierozerwalne. To znaczy, że można sięgnąć po na przykład 2 tom i świetnie się bawić – mamy wyraźne otwarcie, rozwinięcie i zakończenie. Będziesz wiedział kim jest Nicky i Juliet, bo w każdym tomie otrzymujemy ich przedstawienie i skróconą genezę, ale by w pełni posmakować świata i nici wiążących bohaterów warto zacząć od początku.

Powieść Noir o duchach i demonach, która świetnie łączy moją pierwszą miłość (kryminał) z nowszym książkowym hobby (fantasy).

Sellcast Opublikowane przez:

Samouk, który znalazł pasję w grafice komputerowej, którą praktykuje zawodowo w branży reklamowej. Po godzinach tworzy dla siebie - grafika, teksty, motion design. Uwielbia też patrzeć na świat zza szkła obiektywu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.