Peter leżał na sofie w tymczasowo przydzielonej kajucie. Łagodne kołysanie statku działało na niego usypiająco. Ostatnie tygodnie spędził na wyczerpujących misjach, które właśnie dobiegły końca – miał więc chwilę czasu, by odpocząć, a potem wrócić do Ogrodu jako Stealer Maine, Sprawiedliwy.
Generał Raskal twierdził, że w obecnej sytuacji nie ma to sensu, ale Peter lubił swoje alter ego, które w papierach widniało jako “przykrywka”. To nie była tylko rola do odegrania, dzięki której wtapiał się w społeczeństwo Ogrodu – to było jego drugie życie, za którym tęsknił, gdy za długo siedział w butach Petera Franka jako agent Synedrionu.
Zamknął oczy i zasnął, ale nie przespał nawet czterech godzin. Drzwi kajuty otworzyły się gwałtownie, natychmiast wybudzając go z głębokiego snu.
– Kapitan Yu wzywa do konferencyjnego – powiedział żołnierz i zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Pokój odpraw miał surowy wygląd puszki sardynek i podobny, owalny kształt. Gdy weszła Yu, jarzeniowe światła przygasły, a z sufitu wysunął się czterdziestocalowy monitor. Z nikąd pojawił się anonimowy analityk i wcisnął Peterowi teczkę opisaną czarnym flamastrem: “Operacja Ajar”. Jak na razie wszystko odbywało się rutynowo. Na monitorze pojawiła się twarz bezpośredniego przełożonego Petera, generała Rascala, a w sali pojawili się jeszcze Doktor James Krazue, drugi kapitan Robert Dickson i prawa ręka Rascala, porucznik Nina Tar, która usiadła obok Petera.
Zaskoczenie przyszło wraz z otwarciem teczki, której zawartość wyglądała jak zrobiona na kolanie. Nina przejrzała swoją kopię z niesmakiem wypisanym na twarzy.
– Gdyby za pięć literówek skazywano na karcer… – mruknęła pod nosem, skacząc wzrokiem po kolejnych zdaniach – …tego, kto to napisał, kazałbym rozstrzelać… O, a tu aliteracja… I znowu literówka… Hm.
Peter zawsze uważał, że miała coś z wiedźmy. Obwiniał za to czarne jak smoła, kręcone włosy, które, mimo spięcia gumką, zdawały się dokonywać agresywnej ekspansji.
– Słuchajcie uważnie – odezwała się kapitan Yu tonem, który natychmiast uciszył wszelkie szmery rozmów. – To, co macie przed sobą, to efekt kilku ostatnich tygodni pracy Elizabeth Fojbe i doktora Jamesa Krauze.
Nina parsknęła cichutko pod nosem, nie odrywając spojrzenia od lektury.
– Oj, współczuję promotorowi jego pracy doktorskiej – szepnęła.
– W operację “Ajar” zaangażowano specjalnie wyselekcjonowaną grupę osób, do których między innymi należycie wy – kontynuowała Yu. – Gramy o wysoką stawkę, wiele ryzykujemy, ale Parlament przystał na wymóg Elizabeth, by “grać w ciemno”. Oznacza to, że otrzymacie tylko takie informacje, które są niezbędne do wykonania założeń misji. Celem bezpośrednim jest uzyskanie Obiektu Zero, a pośrednim zawiązanie sojuszu z flotą Żelaznej Damy.
Wszyscy wiedzieli, o kim mówi. Nieznana z imienia kapitan starożytnego niszczyciela USS Deutschland owiana była legendą. Jej okręt nie miał prawa przetrwać ponad sześciuset lat na chodzie, a jednak pływał po Oceanie Zakazanym niczym statek widmo, kryjąc się pośród mgieł i wysokich fal.
Żelazna Dama samotnie przemierzała morza i oceany w sobie tylko znanym celu, czasem wchodząc w konflikt z flotą Synedrionu. USS Deutschland był jak dziki pies – krążył w okolicy, wzbudzał niepokój i czasem atakował, wydawałoby się, bez powodu.
Synedrion traktował jej obecność jako pomniejszą niedogodność, ale całkiem niedawno do Damy dołączył SFS Hyperion – dezerter z floty Synedrionu, którego nagłe dołączenie do USS Deutschland było kubłem zimnej wody. Dość powiedzieć, że ten wstydliwy epizod zakopano głęboko w historycznych archiwach technomantów. Od tamtej pory flota złożona z dwóch statków – przestarzałego okrętu widmo i supernowoczesnego niszczyciela zdolnego do wstąpienia na orbitę okołoziemską – wskoczyły bardzo wysoko na listę potencjalnych zagrożeń.
Aż tu nagle Yu mówi o sojuszu. Cóż, w obliczu klątwy nieśmiertelności trzeba podać rękę niespodziewanym partnerom.
Przez pokój przetoczyła się fala różnych emocji. Rascal poczerwieniał, zaciskając usta tak mocno, że zamieniły się białą, cienką kreskę. Nina, z westchnieniem pełnym rezygnacji, ponownie spojrzała w dokumenty, wyjęła żółty zakreślacz i zaczęła mazać nim po papierach. Peter znał ją na tyle, by wiedzieć, iż oznaczało to mniej więcej “skoro już muszę brać w tym udział, to niech przynajmniej dokumentacja prezentuje jakiś poziom”.
Samego Petera przeszyła fala gorąca i jednocześnie zrozumiał, czemu tu jest. Powodem była An-net. Znana jeszcze kilka lat temu jako starszy szeregowy Annet Wonderway została na pokładzie, gdy kapitan Hyperiona – Robert C. Dirk – dał szansę swojej załodze na opuszczenie okrętu, nim dołączył do Żelaznej Damy. Gdy Peter zobaczył się z nią po kilku latach, okazało się, że z żołnierza stała się kapłanką Abominacji, a uczyniła to poprzez poświęcenie części swojego ciała – zastąpiła je protezami, które wedle wszelkich prawideł nie powinny istnieć, a co dopiero działać po złączeniu z ludzkim ciałem. Załoga Hyperiona przestała nią być – stała się wyznawcami Abominacji i ochrzcili się mianem Piewców Maszyn.
Dość powiedzieć, że o ile Synedrion naginał Stare Prawa przy pomocy Dwaalu, to Piewcy Masznym wysyłali je za jego pomocą na urlop.
Sprawa była jednak bardziej skomplikowana, o czym Peter dobrze wiedział z pierwszej ręki – jako jedyny miał okazję postawić stopę na SFS Hyperion kilka lat po tym, jak Dirk przyłączył się do Żelaznej Damy. Co więcej – zrobił to bez wiedzy Rascala i Parlamentu jako STealer Maine i zdarzyło mu się ramię w ramię walczyć razem z kapłanką o sprawy wykraczające poza interes Synedrionu. Zdawało mu się, że nikt o tym nie wie, ale kilka tygodni temu James przekazał mu, że Elizabeth Fojbe zna jego mały sekret.
Wiedziała również, że Petera i szeregową Annet łączyło kiedyś coś więcej, niż wspólna służba. Nim jednak uczucie zdążyło rozkwitnąć, Annet odeszła razem z Hyperionem i nigdy nie zdradziła Peterowi, czemu podjęła taką decyzję. Nie zmieniało to faktu, że byli ogniwami, które łączyły Synedrion z flotą Żelaznej Damy. Peter czuł przez skórę, że Elizabeth chciała to w jakiś sposób wykorzystać.
– Twoja misja jest prosta, Peter – podjęła Yu po chwili. – Wchodzisz na pokład Hyperiona, odbierasz Obiekt Zero i wracasz do nas. Wszystko zostało już ustalone z Żelazną Damą. Razem z “paczką” zabierzesz kilku pasażerów, ich personalia zostaną ci przesłane na PDA. Lecicie transportowcem powietrznym “Tata Niedźwiedź”. Acha, to misja quasi dyplomatyczna, Peter, żadnych fajerwerków, rozumiesz?
Agent kiwnął głową i spojrzał na doktora Krauze, którego przedstawione tu rewelacje zupełnie nie obeszły. Oznaczało to, że ze wszystkich wie najwięcej, co nie było dziwne, skoro pracuje bezpośrednio z Elizabeth. Gdy Yu zajęła się dyskusją z Niną i Rascalem, Peter posłał Jamesowi gest wyraźnie mówiący, że ma się z nim zobaczyć po odprawie.
gdfsgdfg
dgfdfgdfg
– dsfgdgdfg
- dsafsdf
- asdf
Pokład SFS Matsumoto – drugi sierpnia, godzina czternasta trzy.
Peter, mimo zmęczenia, nie mógł spać. Czytał raporty, dobierał sprzęt, ale zupełnie nie potrafił się skupić. Misja o takiej wadze powinna być dobrze zaplanowana, a biorący w niej udział ludzie poinformowani o każdej śrubce, z której składał się Hyperion. To, w czym przyjdzie wziąć mu udział, przeczyło podręcznikowym zasadom takich operacji, ale był w stanie się z tym pogodzić. Był żołnierzem i potrafił wykonywać rozkazy, nawet, jeżeli niosły ze sobą ogromne ryzyko.
Myśli Petera zaprzątał tak naprawdę Obiekt Zero – taki kryptonim nadano osobie, która w wyniku wydarzenia zwanego Wielkim Życzeniem uczyniła wszystkich nieśmiertelnymi. Wydawałoby się, że to świetna rzecz, ale diabeł tkwił w szczegółach. Śmierć bowiem wciąż tam jest, ale zmieniła profesję. Jest teraz lekarzem-cudotwórcą, który przykłada defiblyrator, gdy serce się zatrzyma, nastawi kark, który uległ złamaniu i poskleja dziury, które zamieniły mózg w ser szwajcarski.
Jak to z sektorem medycznym bywa, nawet po przebranżowieniu Śmierć jest słabo opłacanym lekarzem, więc wykonuje plan minimum. W efekcie zmarły na raka wstaje, ale guz mózgu nie znika – zmniejsza się tylko na tyle, by po restarcie komputera nie uwierał zbytnio najważniejszych tętnic. Ile daje to czasu przed kolejnym zgonem? Godzinę? Dwie? Miesiąc? Wszystko zależy od łaski losu, ale w loterii zmartwychwstania nie ma nagrody głównej – jedynie pocieszenia – i pamiętać należy, że plan minimum zakłada tylko przywrócenie do grona żywych. W kontrakcie nie ma mowy o leczeniu złamanej nogi, chemioterapii, przeszczepie nerki czy przyszyciu urwanej ręki. Pozszywać, posklejać i szybki wypis z oddziału – zapraszamy następnym razem.
Rozdziewiczony pacjent doktorki Śmierć otrzymuje za swój pierwszy raz tak zwaną skazę nieśmiertelnych – jarzeniowy błękit źrenic. Oznacza to, że ukryta w ludzkiej duszy klątwa przystąpiła do działania i niczym bezlitosny anioł stróż będzie pilnować, byś nigdy nie zaznał wiecznego spoczynku. Żeby tego było mało pojawia się głód, którego nie da się zaspokoić byle posiłkiem. To, czego pragnie umarły, zaszyte jest w duszy ludzi pozbawionych skazy i jeżeli błękitnooki ulegnie mrocznym podszeptom, wyrwie to coś z każdego kawałka mięsa, z którego składa się ofiara.
Ale to nie wszystko.
Każda śmierć przybliża stan katatoni. Zmiana może być gradualna, a może nastąpić natychmiast – pewnego dnia umierasz, ale wstajesz jako pusta skorupa, która powłócząc nogami idzie przed siebie bez końca – jakby pielgrzymowała do sobie tylko znanego celu.
Peter nigdy za dużo nad tym nie myślał. Na razie unikał śmierci, i choć jego ciało nosiło kilka blizn po poważniejszych urazach, nie było to nic, czego nie dało się naprawić – jak na razie. Miał jedynie nadzieję, że poznanie Obiektu Zero przybliży perspektywę zdjęcia klątwy na tyle, by nerwowy palec Rascala nie rozpoczął procesu czyszczenia planety serią z dział orbitalnych. Co jak co, ale lubił ten padół łez.
Peter dobrze wiedział, że generał Rascal ma zapędy dyktatorskie. Nieśmiertelność? Coś wymyśli, żeby nie doskwierała jemu i jego ludziom. Gdy Parlament odda mu władzę, zapędzi jajogłowych do pracy nad zapewnieniem mu pełnej świadomości i zdrowego ciała. A wtedy hulaj dusza, piekła nie ma. Na razie Nina trzymałą swojego szefa na wodzy, ale kiedyś ten wściekły pies zerwie się ze smyczy.
– Cholera – mruknął poirytowany.
Gonitwa myśli nigdy nie prowadziła do niczego dobrego, dlatego postanowił ją przerwać, włączając telewizor. Trwał właśnie program rozrywkowy pod tytułem “Srebrny Adwent”, gdzie wąsaty prowadzący wyśmiewał różne wydarzenia dziejące się w Synedrionie.
Na scenę weszła właśnie aktorka odgrywająca Elizabeth Fojbe w towarzystwie animowanej wersji komputera neuronowego Atena. Pluszowy monitor, do którego dorysowano kreskówkowe kończyny, wyświetlał intro z “Johnego Questa”, a aktorka wcielająca się w byłą kongregatkę wyglądała, jakby zerwała się z fresku Akropolu.
– Zegerzy mówią, że “ma barwy” – mówi uroczyście. – Piewcy mówią coś o “jego gęstości”, ja mówię, że są to “natury”! – podnosi głos, przesadnie egzaltując ton w parodii wykładu, jakiego prawidziwa Elizabeth udzieliła niespełna trzy miesiące temu. – Dwaal wciąż tam jest, ale zmienił naturę. Stare Prawa… Fizyka, chemia, biologia… Są niczym innym, jak jedną z “natur”, którą ukształtowała Matrioszka miliony lat temu.
Wszyscy się śmieją i klaszczą, ktoś rzuca kwiaty. Komputer zawiesza się z podniecenia, ale Fojbe, z gracją inżyniera układów symetrycznych, wali go pięścią w czubek głowy.
Peter z ulgą wyłączył telewizor, gdy w kajucie pojawił się James. Doktor przyjął od gospodarza kubek ciepłej kawy i rozsiadł się wygodnie na jednym z obrotowych krzeseł, wyraźnie zestresowany. Widząc to, Peter dodał do napoju ze dwa kieliszki wódki, którą trzymał w piersiówce na stole.
– To, co się odjebało w Ogrodzie, przechodzi ludzkie pojęcie – mówił James, wpatrując się w czarną ciecz. – Notowania Frakcji militarnej wyskoczyły poza skalę. Gdyby nie Elizabeth, Parlament przystałby na propozycje Rascala. Obiekt Zero to gruba sprawa.
– Skąd Dama go ma? – Peter bez ogródek przeszedł do meritum.
– Nie wiem.
– Skąd pewność, że to faktycznie Obiekt Zero?
– Nie wiem
– Nie wiesz, nie chcesz powiedzieć, czy Elizabeth nie chce, żebyś mi powiedział?
Cisza. Peter taksował go spojrzeniem, aż w końcu James upił głębszy łyk kawy.
– Wszystkiego po trochu – powiedział w końcu.
– Słuchaj James. Wchodzę w tą akcję w ciemno i nie będę ukrywał, że nie mam ochoty bawić się z tobą w ciuciubabkę. To ja nadstawiam tu karku.
– To tylko prosta misja transportowa, Peter. Masz tylko dopilnować, by poszła sprawnie.
– To powiedz mi, dlaczego flota Żelaznej Damy zaparkowała w zatoce Heinego, po zachodniej części półwyspu Mgieł, a my zostajemy na zachodzie, na otwartym oceanie? Czemu trasa przelotu “Taty” przebiega nad półwyspem? Im dłużej patrzę na dokumenty, tym bardziej mi się to nie podoba. A najbardziej ten fragment.
Peter sięgnął do teczki, z której wyciągnął ksero ręcznie wypisanego dokumentu, opatrzonego pieczęcią oddziału psychiatrii.
– W sześćset dwunastym roku Profesor Thomas Saco założył obóz na skraju regla – zaczął czytać na głos. – Drugiego dnia jeden ze stażystów, Rich Dammont, wszedł sam w głąb lasu, łamiąc podstawowe zasady bezpieczeństwa. Nigdy nie wrócił. Wyznaczony przez Thomasa zespół szukał go ledwie kilka godzin. Część przepadła jak Rich. Ci, którzy wrócili, do końca życia przechodzili intensywną terapię represyjną. Mimo długich przesłuchań nigdy do końca nie ustalono, co naprawdę wydarzyło się w Reglu Pomroka.
Peter odłożył papier i sięgnął po zdjęcie satelitarne z wykreślonymi liniami.
– Zobacz, James, co znajduje się w centrum półwyspu. Zobacz, jak przebiega linia trasy. Zobacz nazwę geograficzną o, tu… – postukał palcem w zdjęcie. – Regiel Pomroka.
– Pete, lecisz parę tysięcy metrów nad półwyspem – powiedział James bez przekonania.
– Gówno mnie to obchodzi. Uzasadnij to, albo pierdolę i nie lecę.
James zrobił wielkie oczy i agent miał wrażenie, że kubek w dłoni doktora za chwilę pęknie.
Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz