Canon 6D

Marzenie każdego fotoamatora, więc i moje. Powiem szczerze, że jeszcze dwa lata temu nie spodziewałem się, że pójdę w tę stronę, głównie dlatego, że nastawiłem się na robienie filmów a nie fotografię. Jednak cyknęło się fotkę to tu, to tam, jakoś bakcyla złapałem i proporcja uległa zmianie. Po dwóch latach używania 550D w końcu zdecydowałem i zakupiłem Canon 6D. Pół roku użytkowania za mną i jakie są wrażenia? Same pozytywne.

canon 6D

PEŁNA KLATKA

Długo grzebałem po internecie w poszukiwaniu informacji – o body, systemach, obiektywach, zaletach, wadach, sposobach i technikach – dużo tego. Pozostawiałem to jednak w sferze fotograficznego porno, czasem czytałem o Full Frame’ach, oglądałem oferty Canona 5D na allegro i patrzyłem, jakie ceny osiągają obiektywy do takich puszek. Była to sytuacja, w której zakup pełnej klatki leżał w granicach moich możliwości na zasadzie „płać raty, nie wpieprzaj tyle boczku, nie choruj i łaź na piechotę gdzie się da przez 5 lat” na co mógłbym się zgodzić, gdyby nie obiektywy do FF, których nie miałem poza plastikową 50-tką. Mogłem zacząć kupować obiektywy i na pełną klatkę kiedy indziej się rzucić, ale lans to lans i FF musi być.

Klikanie przez internet zaowocowało Canonem 6D – pełna klatka nieco okrojona względem 5D mark III oraz pozbawiona filtra AA. Kwotowo było atrakcyjnie, bo raz, że kosztowała 6 a nie 9 tysięcy, to jeszcze moje warunki finansowe pozwoliły na zakup na zasadzie „nie strać pracy przez 5 lat a będzie dobrze”. Udało mi się kupić go taniej jako używkę, na szczęście w pełni sprawną, więc oto jest, w moich rękach.

CANON 6D vs 550D

Jako filmowiec przy 550D już na ISO 800 kręciłem nosem, natomiast na 6D ISO 6400 jest w 100% użyteczne. Bez lampy można osiągnąć bardzo dobre wyniki nawet na ISO 12800, a przy 6400 jest naprawdę bardzo dobrze. Fotografia wprowadzająca do tego wpisu jest wykonana Canonem 6D, obiektywem 50-tką, ISO 6400, 1/200, F3.5 + jest to bardzo przycięty kadr (tu link do oryginału w pełnym wymiarze). Już samo to dość dobrze obrazuje moc tego aparatu.

Skoro ma canon 6D, sprzęt dla półprofesjonalistów, to postanowiłem korzystać tylko z wizjera (na 550D w 95% przypadków korzystałem z Live View). Po raz pierwszy odczułem wagę ergonomii przy konstrukcji aparatu. Bez odrywania wzroku od wizjera mogę zmienić wszystkie potrzebne parametry, co przy 550D było niemożliwe. Nie bez znaczenia jest dodatkowy ekran na korpusie, który ułatwia szybki odczyt i zmiany parametrów. Główny ekran LCD jest praktycznie cały czas wyłączony, co drastycznie wpłynęło na żywotność baterii.

canon 6D
powyżej wycinek 100%. S 1/125, F 3.5, ISO 6400, obiektyw 50mm na obydwu aparatach. Pełną klatką cykałem cropowi i odwrotnie.

Body Canon 6D jest większe, cięższe przez co na oryginalnym pasku dość męczący. Ze specjalnych funkcji aparatu jak Wi-fi czy GPS nie korzystam, acz niewykluczone, że akurat Wi-fi się nie przyda – choćby do amatorskiego studia, gdzie wszystko będę robił przy użyciu komputera – bez podłączania kabelków. Dla mnie bomba. 6D nie ma też wbudowanej lampy, ale przy 550D bardzo rzadko z niej korzystałem, bo zwyczajnie jest bezużyteczna. Brak filtra AA daje nieprzyjemny efekt mory, ale na zdjęciach da się to skorygować, a na filmie? Cóż, od takich zadań będzie 550D.

Sellcast Opublikowane przez:

Samouk, który znalazł pasję w grafice komputerowej, którą praktykuje zawodowo w branży reklamowej. Po godzinach tworzy dla siebie - grafika, teksty, motion design. Uwielbia też patrzeć na świat zza szkła obiektywu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.