GRAFIK DTP CZĘŚĆ I – OBOWIĄZKI

DTP – z czym ta praca się je? Zależnie od firmy zakres obowiązków jest mniejszy lub większy, zajmiemy się więc na początku ogółami. W tym krótkim artykule zajmiemy się jego obowiązkami a w kolejnych częściach tym, co powinien i co może z łaski swojej zrobić. Gdzie w cyklu produkcyjnym jest miejsce dla DTP? Dla mnie naturalnym jest, że pośredniczy między opiekunem klienta (handlowiec, biuro, szef, dział projektowy, whatever) a drukarzem i dalej – produkcją.

Ten artykuł powstał w oparciu o dział druku wielkoformatowego. Należy wziąć pod uwagę, że istnieją działy, maszyny i technologie przez które rozrzut obowiązków jest większy lub mniejszy, lub gdzie nacisk kładzie się na zupełnie inne aspekty produkcji i stosuje inne programy. Offset, frezarki/lasery/cnc, cyfra, plotery UV/termiczne/tnące, składanie katalogów, ulotek, kalendarzy, wydruki na samochody, billboardy, targi, photoshop, printshopmail, autocad, corel, adobe acrobat – można wymieniać długo. Niemniej są elementy wspólne, które postaram się wskazać – reszta to kwestia specyfiki działu, w którym pracujesz lub przyjdzie ci pracować.

DTP

OBOWIĄZKI

Grafik DTP pracuje z gotowymi projektami. Otrzymuje je w formie otwartej bądź zamkniętej. Pliki otwarte to po prostu pliki projektów danego programu. Dla corela to .cdr, dla Illustratora .ai, dla Photoshopa .psd i tak dalej. Takich plików ogólnie nie lubimy. Jest ku temu milion powodów:

1. Istnieje ryzyko niezgodności wersji programu, w którym zaprojektowano grafikę, a wersją, którą ma grafik DTP.

2. Istnieje ryzyko, że DTP nie ma takiego programu (i nie ma obowiązku go mieć).

3. Praktycznie nigdy nie możesz mieć pewności, że wygenerowałeś z niego prawidłowy plik zamknięty.

4, 5, 6 … 1 000 000. Bez odpowiednich umiejętności/wiedzy nie da się zapisać pliku otwartego tak, by coś się nie posypało przy otwarciu na innym komputerze (to temat rzeka).

W teorii powinniśmy odrzucić plik otwarty, cofnąć go i zażądać pliku zamkniętego, w praktyce zaciskasz zęby i walczysz. Tu nie ma reguły – czasem wszystko jest w porządku i przy odrobinie ostrożności wypluwasz plik zamknięty. Bywa jednak tak, że projekt zamienia się w rozdeptane gówno i nie ma wyjścia – musisz dzwonić, cofać, prosić i kombinować. Zasada jest tu raczej prosta – lepiej cofnąć taki plik niż wypuścić gotowca do druku z dużym ryzykiem reklamacji – bo kolory nie te, bo czegoś nie ma, bo czcionka jest zła i tak dalej. Plik zamknięty to plik (w teorii) nieedytowalny – .jpg, .tif, .eps czy – nasz ulubieniec – .pdf. PDF jest o tyle cudowny, że traktujemy go jako zamknięty, ale często da się go „otworzyć” i poddać paru korektom.

Niezależnie od tego, jaki plik otrzymałeś, twoim obowiązkiem jest go ocenić pod względem poprawności i w miarę możliwości dokonać poprawek. Jak to zrobić? To zależy od przeznaczenia, a ja mogę jedynie wypowiadać się o druku cyfrowym i wielkoformatowym. Powiedzmy więc, że dostajesz plik, który masz wydrukować jako baner o rozmiarach 100×300 cm. Otwierasz plik i go oglądasz. Szukasz widocznych na pierwszy rzut oka nieprawidłowości. Czy dojrzałeś je w głównej grafice na górze? Spójrzmy jeszcze raz.

mistakes

Nim zajmiemy się strzałkami, zwróćmy uwagę na dwie rzeczy. Dobre oko doświadczonego DTPowca zobaczy, że plik nie ma odpowiednich proporcji dla baneru 100×300 cm. Drugą rzeczą będzie słaba jakość grafiki tła. Widać piksele już w niedużym powiększeniu, a co dopiero na wielokrotnie większym banerze. Już na tym etapie powinniśmy poinformować klienta o tych problemach, ale by nie atakować go kolejnymi telefonami, sprawdźmy czy coś jeszcze wymaga poprawy.

GRUPA POMARAŃCZOWA

Pomarańczowe strzałki wskazują na problem z czcionkami. Coś komuś „nie poszło” przy tworzeniu pliku i nie zwrócił na to uwagi. Alarmują nas napisy wchodzące na inne elementy, wystające poza wyznaczone ramy a nawet brak minimalnego odstępu. Korekta nawet przy pliku otwartym jest niemożliwa, bo nie znamy ani czcionki, która powinna być w tym miejscu, ani nie znamy oryginalnego układu napisów.

GRUPA CZERWONA

Jedna ze strzałek zwraca uwagę na brakujące polskie litery. To poważny błąd, który można skorygować we własnym zakresie edytując bądź pisząc od nowa tekst. W tym momencie jednak nie warto tego robić, bo jest zbyt wiele innych błędów i nieścisłości, które i tak klient/grafik będzie musiał poprawić. Druga strzałka wskazuje na linię cięcia wzdłuż paserów. Po odcięciu spadu zabraknie tekstowi marginesu, co jest niedopuszczalne. W tym wypadku jest to łatwe do skorygowania nawet przy płaskim/zamkniętym pliku.

GRUPA ZIELONA

Są to obiekty, które mogą umknąć. Mamy znak wodny freepik.com, którego ktoś zapomniał usunąć. W tym wypadku Photoshop i stempel dadzą sobie radę. Druga strzałka wskazuje na tajemniczą, cienką kreskę, która ciągnie się przez cały baner. Powód jej powstania jest nam nieznany i kto wie, może nawet ktoś zrobił ją specjalnie. Ale zważywszy na dowody powyżej należy przypuszczać, że to kolejny niezamierzony element, który należy usunąć. Tutaj także kilka minut pracy ze stemplem da zamierzony efekt.

GRUPA NIEBIESKA

Wskazuje na elementy zagadkowe. Czarny obiekt przy wstędze pewnie ma symulować tył tejże, ale wygląda to podejrzanie i trzeba na to zwrócić uwagę klientowi pytając, czy „tak ma być”. W narożniku mamy też białą plamę – może błąd eksportu, może jakiś element „załapał się” na eksport, ale kto wie, może tamto pole czemuś służy? Zdziwilibyście się, jak wiele „błędów” było zamierzonych.

Powyższe uwagi dyskwalifikują plik z dalszej produkcji. Nie ma nawet co próbować poprawiać. Gdyby problem był jedynie z kreską lub białym narożnikiem, dałoby się to skorygować i puścić plik dalej. Niestety dzieje się tu zbyt wiele złego, by brać za to jakąkolwiek odpowiedzialność. Plik bez wyrzutów sumienia cofamy do klienta z załącznikiem w postaci powyższej listy. Litościwie pomijamy fakt, że ten projekt to zbrodnia przeciw estetyce. Nie do nas należy ocena gustów klienta.

Pomijając błędy, twoim obowiązkiem jest poinformować klienta o wymaganiach, jakie plik ma spełniać. Dotyczy to wielkości spadów, paserów, marginesów, markerów, nadawania obiektom odpowiedniego koloru i wielu innych rzeczy. Te rzeczy poznasz już w pracy. Nie jest ważne, że nie znasz specyfiki. Ważne jest, byś się jej nauczył i jednocześnie zrozumiał, „dlaczego”. Część wymogów można nanieść samemu, część musi zostać zmieniona przez pierwotnego projektanta. Zazwyczaj wymaga to kilku minut na łączu telefonicznym, czasem jednak zamienia się to w drogę przez mękę.

Załóżmy teraz, że otrzymaliśmy wreszcie prawidłowy plik. Twoim obowiązkiem jest przygotować plik produkcyjny, zgodny z wymogami działu – niewykluczone, że będzie to plik dostarczony przez klienta – tak się często dzieje przy stałych klientach, którzy już nauczyli się wymogów, jakie stawia wasza firma wobec projektów (przynajmniej dopóki grafik komputerowy klienta się nie zmieni). W branży reklamowej sposób przygotowania jest niemal identyczny (dla odpowiedniego działu) w każdej firmie, ale zawsze należy spodziewać się mniejszych lub większych różnic (wynikających najczęściej ze stosowanej technologii). W jednej firmie w ogóle nie dodawałem pola wyznaczającego zgrzewy ani nie zaznaczałem oczek – i to jakoś funkcjonowało na produkcji. Tak chcieli, tak mieli. W jeszcze innym przypadku przygotowywałem jeden plik, a drukarz sam robił składki/impozycję w programie ripującym, a w innej firmie składki przygotowywałem już w Corelu. Gdzie indziej preferuje się PDFy, gdzie indziej EPSy, a jeszcze gdzie indziej – TIFy. Miałem to szczęście, że dużo czasu przepracowałem na produkcji w różnych firmach, dzięki czemu łatwiej mi przygotować plik tak, by wszystkim ułatwić pracę.

sposoby
To tylko kilka z możliwości przygotowania banera do druku. Wszystko zależy od preferencji działu produkcyjnego.

Choć to wydaje się oczywiste, to także jak najlepsza znajomość programów, z którymi pracujesz jest twoim obowiązkiem. Można znać po łebkach Corela, InDesigna czy inne ustrojstwo, ale bez zagłębiania się w program nie będziesz w stanie sprawnie, a czasem nawet poprawnie wykonać swojej pracy – np. nadawanie cienia obiektom w Corelu wiąże się z pewnymi kłopotami w druku (pozdrawiam kolegów niegdyś zjadającymi na tym zęby).

Twoim kolejnym, chyba najważniejszym obowiązkiem jest być skrupulatnym. Wiadomo, dokładność i precyzja to obowiązek każdego pracownika, ale żeby ci uzmysłowić jak bardzo jest to ważne w twoim wypadku: Jeżeli popełnisz błąd i nie zostanie on wykryty, ryzykujesz kosztami druku, kosztami wykończenia, transportu/montażu i czasu – zarówno straconego, jak i potrzebnego na poprawki. Drukarz i produkcja umyją ręce – dostali taki plik, taki robili. Handlowiec, który ci podesłał plik też swoją robotę wykonał – zebrał informacje, zdobył klienta/zlecenie. Twoim obowiązkiem było sprawdzić plik, a tu zonk. Nie dostrzegłeś czegoś, ręka ci się omsknęła przy eksporcie i masz problem. Musisz być dociekliwy dla własnego dobra.

Teraz wiesz, na czym stoisz. Dla niektórych to za dużo, dla niektórych to „oczywista oczywistość”. Tutaj muszę zaznaczyć, że to ledwie początek. Niedługo pojawi się część II – „co powinieneś”. Potrzebujecie wyjaśnień lub macie pytania? Nie musicie komentować ani na fejsie, ani w komentarzach poniżej jeżeli nie chcecie – na mojego maila też można pisać.

Sellcast Opublikowane przez:

Samouk, który znalazł pasję w grafice komputerowej, którą praktykuje zawodowo w branży reklamowej. Po godzinach tworzy dla siebie - grafika, teksty, motion design. Uwielbia też patrzeć na świat zza szkła obiektywu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.