Roland XC-540 ploter drukująco tnący to bardzo dobry, 6-cio głowicowy ploter drukująco tnący ze wspaniałym programem RIPującym VersaWorks. Dzięki dobrym profilom i dobrym tuszom nigdy nie było problemów ze schnięciem ani z żadnym ważnym kolorem – tylko raz jasny róż wykazywał tendencje smużące, ale lekka korekta koloru w programie graficznym zniwelowała ten problem. Bardzo szerokie możliwości konfiguracji w maszynie jak i w RIPie, świetna opcja przekazywania wymiaru mediów do programu RIPującego oraz bardzo staranne wykonanie maszyny – materiał podawany i nawijany równo, co nie jest takie oczywiste gdy pozna się więcej maszyn solwentowych. Maskymalna szerokość mediów wynosiła 137. Był to ploter drukująco-tnący, co ma swoje wady (albo wycinasz, albo drukujesz – problematyczne, gdy kolejka druku duża, szczególnie kilkadziesiąt arkuszy naklejek) jak i zalety (przy prawidłowych ustawieniach ściągałeś z maszyny całkowicie obrobiony produkt). Nigdy nie miałem problemu z przekoszonymi mediami czy zatrzymaniem karetki poprzez uderzenie w lekko wstające media, jeżeli oczywiście dobrze owy materiał założyłem.
Nie ukrywam też, że prawidłowa eksploatacja oraz dobre tusze + serwis pozwoliły ominąć wiele problemów.
Program RIPujący był prosty a przy tym zawierał wszelkie potrzebne opcje (w tym impozycję, jak na razie najlepszą, z jaką miałem do czynienia). Korekty kolorów proste do wykonania, działał szybko i nie popełniał błędów przy rasteryzacji plików pdf/eps. Zdarzało mu się wysypać, nie było to jednak nagminne.
Opcja druku i wycinania w Roland XC-540 była świetnie zrealizowana. W wypadku natychmiastowego cięcia zaraz po wydruku maszyna czekała ustalony czas (by ostatnie centymetry mogły wyschnąć) i przechodziła do cięcia. Linia cięcia była nadawana obiektowi w corelu/ai ze specjalnej palety i choć widoczna w projekcie, nie była ona w ogóle drukowana. Wymagało to eksportu do EPSa, bliki bitmapowe nie wchodziły w rachubę.
Jeżeli trzeba było zdjąć wydruk przed wycinaniem, należało jednym kliknięciem kazać mu wydrukować znaczniki. Wtedy ściągało się wydruk do np. laminowania i wracało na ploter do wycięcia. Skanowanie punktów odbywało się sprawnie (z zaznaczeniem na wydruku, który jest pierwszy) i po chwili mieliśmy wycięty obiekt. Mam jednak wrażenie, że radził sobie gorzej z cięciem, bo wydruki obierało się gorzej niż np. z takiej Summy. Nożyk dość szybko się tępił (nawet przestrzegając zaleceń kąta ostrza zależnie od grubości materiału), choć kupowałem nieoryginalne nożyki, co mogło być po części przyczyną.
Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz