Cards Against Humanity

Lub też „Karty Przeciwko Ludzkości” jeżeli tłumaczyć to na polski. Brzmi niepokojąco? Cóż, nawet sobie nie wyobrażasz, co cię w tej grze czeka. Od razu trzeba zaznaczyć – gra jest przeznaczona dla ludzi dojrzałych. Zawiera wiele obraźliwych sentencji, obraża religie, naśmiewa się z rzeczy naprawdę delikatnych, a przynajmniej daje ku temu taką możliwość – bo sentencje składa się samemu i można tworzyć zarówno suchary, jak i bardzo mocne kawałki.

Nigdy nie rozumiałem

martwych niemowląt

dopóki nie

podrywałem dziewczyn w klinice aborcyjnej

W Cards Against Humanity masz dwa stosy kart. Kart jest około 400, z czego 3/4 to karty odpowiedzi (białe), natomiast mniejszy stosik należy do sentencji/pytań (czarne). Jest jeszcze po 20 kart z każdego rodzaju do własnoręcznego uzupełnienia. Każdy biorący udział w grze otrzymuje 10 kart białych. Następnie jeden z graczy losuje czarną i czyta ją na głos. Jest to albo pytanie, albo sentencja z pustym miejscem (lub 2 miejscami). Pozostali gracze wybierają ze swojej talii najlepiej według nich pasującą odpowiedź – im mniej poprawnie polityczna, im bardziej kontrowersyjna i absurdalna, tym lepiej. Karty mają ogromny potencjał do tworzenia mniej lub bardziej zabawnych idiotyzmów. W moim odczuciu tych naprawdę hardcorowych jest zdecydowanie mniej (liczyłbym że 1/4), ale być może to przez edycję, którą akurat otrzymałem (dostałem w prezencie na święta, dzięki!).

Gra nie jest dla każdego. Dojrzałość w tym wypadku oznacza też, że nie wyciągniesz tej gry, by poprawić humor koleżance, która przeszła trudną decyzję o aborcji. Zawęża to być może grono znajomych, z którymi możesz zagrać (i to tylko przez szacunek dla ich przekonań i wartości), ale jeżeli już grasz – bawisz się przednio, o ile taki humor ci odpowiada. Możesz być też pozytywnie zaskoczony przez osoby, po których nie spodziewałbyś się ostrych zagrywek (pozdrowienia dla Marysi :] ).

Co USA, w ramach pomocy humanitarnej, wysłało do Afganistanu?

1. Minutę ciszy

2. Dzieci na Smyczy

3. Janusza Korwina-Mikke

Polska edycja ma wadę, której nie da się niestety uniknąć. Angielskie karty pasują do siebie idealnie ze względu na konstrukcję języka angielskiego. W polskiej wersji odpowiedzi są w mianowniku i często trzeba je odmieniać, by wpasowały się w konstrukcję sentencji. Nie jest to wielki problem, da się to zrobić bez większego problemu „w locie” czytając całą frazę, czasem jednak zakłóca to płynność rozgrywki.

Im więcej osób gra, tym lepiej. Karty uzupełnione własnoręcznie mogą dodać pikanterii rozgrywce, bo (dla bardziej odważnych) mogą odnosić się bezpośrednio do uczestników. Ja miałem to szczęście, że karty te zostały wydrukowane (drodzy mi przyjaciele zapewnili mi bodaj 100 kart stworzonych przez ich chore umysły), więc część zabawy polega na odgadywaniu, które są ich autorstwa.

Romantyczna kolacja przy świecach nie może obejść się bez

1. Terrorystów

2. Gwałtu

3. Pochwy Marii Czubaszek

Gra się niby na punkty. Co turę inny gracz ciągnie czarną a reszta wybiera pasujące do niej odpowiedzi. To gracz aktualnie zagrywający czarną wybiera wedle własnego uznania najlepszy zestaw i ta osoba otrzymuje punkt. Ale prawda jest taka, że nikt tego nie liczy, bo nie punkty są celem gry. Wybór zwycięskiego zestawu służy raczej ujawnieniu osoby, która nim zagrała – i samo to potrafi być zabawne.

Rozgrywka najbardziej bawi za pierwszym razem, gdy nie znasz wszystkich kart. Następne partie wciąż bawią, bo nawet znając karty na pamięć, można tworzyć różne kombinacje. A na perełki można liczyć zawsze. Niemniej każda kolejna partia zaczyna szybko się nudzić, jeżeli grasz w tym samym gronie. Ale wystarczy, by w grze pojawiła się choć jedna nowa, niezaznajomiona z grą osoba, by rozgrywka odzyskała świeżość.

Można sobie zadać pytanie – co w tym zabawnego? Jeżeli takie pytanie przychodzi ci do głowy, wtedy już wiesz – to nie gra dla ciebie. Nie należy oceniać jednak negatywnie osób, które dobrze się przy tym bawią. Gra testuje dystans do siebie, podejście do tematów tabu i jest jak amerykański stand’up – bazuje na totalnym braku jakiejkolwiek poprawności politycznej i waleniem po ryju najcięższym, najczarniejszym humorem. Więc jeżeli uwielbiasz amerykański stand’up, polubisz tę grę.

Sellcast Opublikowane przez:

Samouk, który znalazł pasję w grafice komputerowej, którą praktykuje zawodowo w branży reklamowej. Po godzinach tworzy dla siebie - grafika, teksty, motion design. Uwielbia też patrzeć na świat zza szkła obiektywu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.